Nielegalny wjazd – jak dostać się do Brazylii bez biletu powrotnego

Bardzo dziwne przepisy mówią o tym, że aby wjechać do Brazylii, należy mieć wykupiony bilet powrotny. Podobnie jest w innych krajach, ale jakoś nigdy nie zwracałem na to uwagi. Teraz nie zastanawiając się nad tym kupiłem bilet tylko w jedną stronę. Po przeczytaniu w internecie wielu wpisów o tym, że naprawdę linie lotnicze nie wpuszczają na pokład samolotu, lub policja na granicy zawraca do domu, postanowiłem zadzwonić do ambasady i potwierdzić informacje. Niestety rzeczywiście nie ma opcji wjechania do Brazylii bez biletu powrotnego. Czasem może się zdarzyć, że nikt nam po drodze nie będzie tego sprawdzał, jednak jak już sprawdzą to cofają.

Jaki jest sens kupowania biletu powrotnego, jeśli nie wiem kiedy i dokąd będę wracał. Nie było więc mowy o bilecie samolotowym. Opcją było kupno biletu do Argentyny, lub innego pobliskiego kraju, jednak zbyt drogą żeby tak od wyrzucić pieniądze w błoto. Mogłem też kupić bilet na przejazd autobusowy, ale nie byłem pewny czy uznają to jako dowód. Pozatym to też pieniądze wywalone w błoto, bo nie skorzystałbym z niego. Po dłuższym czasie zdecydowałem się na opcję, którą opisywali w internecie – przerobienie jakiegoś starego biletu, podstawienie nowych danych i wydrukowanie. Ryzyko trochę, bo nie wiem czy linie mają opcję sprawdzenia czy bilet jest prawdziwy, czy na granicy też mogą to weryfikować jakoś, no ale cóż… kto nie ryzykuje…

Na odprawę szedłem z nadzieją, że nikt nie będzie się czepiał takiego szczegółu. Ale! Pierwszy znak, że coś jest nie tak był podczas próby odprawy przy takim komputerze na lotnisku – error! „Proszę podejść do stanowiska naszej linii”.

Dzień dobry, blablabla, po chwili pracownik pyta się „Ma Pan bilet powrotny?” –„Tak tak, oczywiście, wylatuję do Buenos Aires po 3 miesiącach”. „Dobrze…” i klika coś dalej. Po chwili „A ma Pan może wydrukowany bilet?” –„Tak, mam ksero” –„Dobrze, proszę pokazać” !

I tutaj nie było już odwrotu, dałem gościowi mój wydrukowany bilet na jakiś losowy lot w odpowiednim terminie. Sprawdzał chyba z 5 min skąd, dokąd, kiedy, a ja zastanawiałem się czy mają możliwość weryfikacji biletu. Po 5 minutach jednak – „Dobrze, proszę. Oto pana bilety, życzę miłego lotu”. Uffff!

Myślałem że już po wszystkim, ale jak się okazało dwa razy podczas wchodzenia na pokład samolotu wyskakiwał błąd i proźba o potwierdzenie lotu powrotnego. Za pierwszym razem powiedziałem, że mam bilet i już pokazywałem i przeszło. Za drugim chcieli zobaczyć wydruk jeszcze raz.

Dopiero będąc już w samolocie do Brazylii poczułem, że się udało! Chociaż zostały jeszcze bramki przy wjeździe. Na szczęście tam nawet nikt się o nic nie pytał i od razu dostałem pieczątkę z pozwoleniem na 90-dniowy pobyt.

Także rzeczywiście, uważajcie jadąc gdzieś z biletem w jedną stronę.

Co do przygotowania „kopii” biletu trzeba wziąć pod uwagę kilka szczegółów. Przede wszystkim odpowiedni termin(przed upływem czasu jaki można spędzićw danym kraju) i na odpowiedniej trasie. Najlepiej wyszukać konkretny lot i sprawdzić jego szczegóły. Do tego lepiej wybrać linie lotnicze, które nie są w żadne sposób powiązane z linią, którą planujemy lecieć – możliwe, że współpracujące linie mają w bazie swoje loty. Jak się jednak w praktyce okazało, dobrze przygotowana kopia przechodzi nawet „próbę ognia”. Zabawa na własną odpowiedzialność, nie namawiam.


Zmiany

Czuję je w powietrzu, każdego dnia coraz bardziej. Bilety kupione, zostały ostatnie sprawy do załatwienia, pożegnanie się ze znajomymi i rodziną i 23 września wylot.

Koniec z okresem w życiu w którym do skończenia była kolejna szkoła, do zaliczenia kolejny semestr, w którym wiedziałem co czeka mnie w kolejnych miesiącach. Magisterka obroniona, brak jakichkolwiek zobowiązań i głowa pełna pomysłów i marzeń do zrealizowania. Czas ruszyć na głęboką wodę!

Czy jestem gotowy? Absolutnie nie w takim stopniu jak to sobie wcześniej wyobrażałem. Ale nigdy tak naprawdę nie będziemy na nic w życiu gotowi, trzeba rzucić się w wir i radzić sobie z tym co mamy.

Za 14 dni witam nowy okres w moim życiu.